Przekształciła ideał świętości w rzeczywistość życia – mówił kard. Marcello Semeraro o Matce Marii Ignazii Isacchi podczas jej Mszy św. beatyfikacyjnej 10 października. Prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych wskazał, że założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa z Asoli miała dar przekazywania pobośności ludziom młodym.
Niemal 50 lat temu Darius von Güttner Sporzyński, uciekając z Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, trafił do włoskiego obozu dla uchodźców w Latinie. Jego droga wiodła z obozu do Australii, a po kilku dekadach – z powrotem do Włoch, gdzie objął stanowisko dyrektora ds. akademickich na uniwersytecie. Po raz pierwszy opowiada o tej niezwykłej podróży, która zatoczyła pełne koło.
69 lat temu we Włoszech otwarto największy w kraju obóz dla uchodźców. W ciągu kolejnych 22 lat schronienie znalazło w nim około 100 tysięcy osób, przede wszystkim z Europy Wschodniej, uciekających przed reżimami bloku sowieckiego. Był to Obóz dla Uchodźców im. Roberto Rossiego Longhiego w Latinie.
Obóz, położony zaledwie 72 kilometry na południowy wschód od Rzymu, stanowił jedynie przystanek w dalszej drodze. Nie miał stać się nowym domem uchodźców, lecz miejscem przejściowym, w którym czekali, aż będą mogli wyjechać do takich krajów jak Stany Zjednoczone, Kanada czy Australia.
Wśród tysięcy rodzin, którym udało się bezpiecznie wydostać z bloku sowieckiego, była rodzina profesora Dariusa von Güttnera Sporzyńskiego. Gdy był nastolatkiem, jego bliscy opuścili Polskę i wyruszyli w trudną podróż do obozu. W rozmowie z Vatican News profesor określił ucieczkę rodziny do Włoch jako „jedną z tych podróży, których nigdy nie miało się już powtórzyć”.
Co pozostało w pamięci…
Koniec II wojny światowej, wzrost znaczenia komunizmu i ścisła kontrola państwa skłoniły wiele rodzin do szukania innego życia poza Europą Wschodnią.
W okresie zimnej wojny migracja była ograniczona, ale nie została całkowicie zatrzymana. Około 14 milionów ludzi przeniosło się ze Wschodu na Zachód, a 10 procent z nich zakwalifikowano jako uchodźców politycznych i osoby ubiegające się o azyl. Większość tych migracji wiązała się z kryzysami politycznymi i konfliktami w różnych krajach.
Profesor von Güttner wspominał posiłki spożywane w drodze, sprawdzanie mapy, uzbrojonych strażników oraz okrzyki radości rodziców po przekroczeniu granicy jugosłowiańsko-włoskiej – chwili, która oznaczała wolność.
Jednak tym, co przetrwało w jego pamięci przez wszystkie te lata, są przyjaźnie zawarte w obozie w Latinie – z innymi młodymi ludźmi, którzy również musieli opuścić swoje domy i uciekać przed niebezpieczeństwem.
„Wszyscy zostaliśmy odcięci od naszej przeszłości, od przyjaciół, od szkół, do których chodziliśmy. I nagle odnaleźliśmy się nawzajem w tym wielkim tyglu kulturowym” – opowiadał.
Podkreślał, że ludzie nawiązywali więzi i uczyli się sobie ufać, ale obóz pozostawał miejscem tymczasowego pobytu, a nie ich stałym domem. „Znajdowałeś się pomiędzy dwoma światami: byłeś już bezpieczny, z dala od zagrożeń starego świata, ale jeszcze nie dotarłeś do bezpiecznego nowego świata”.
Droga do nowego świata
Dla wielu osób opuszczenie obozu przejściowego zajmowało całe lata. Trzeba było zdobyć odpowiednie dokumenty, wybrać kraj, który miał stać się nowym domem, i przygotować się na rozstanie ze wszystkim, co dotąd było znajome.
Po kilku latach rodzina profesora von Güttnera opuściła Europę i udała się daleko na południowy wschód, do Australii – kraju ukształtowanego przez kolejne fale migracji – aby rozpocząć nowe życie.
„To kraj otwarty na przybyszów, który przyjmuje obcych, w tym uchodźców, na dużą skalę” – podkreślił profesor.
Przeprowadzka nie była jednak łatwa. Rodzina musiała nauczyć się nowego języka, znaleźć pracę, rozpocząć naukę w szkołach, nawiązać przyjaźnie i zbudować własną społeczność. Profesor określił to jako „typową historię migracyjną”.
Z czasem odnalazł się w nowej rzeczywistości i ułożył sobie życie. Został historykiem, a następnie objął stanowisko dyrektora ds. akademickich Australian Catholic University w Rzymie. W ten sposób powrócił do kraju, który jako pierwszy zapewnił jemu i jego rodzinie bezpieczeństwo oraz szansę na nowe życie.
Jak wyjaśnił, dla australijskich studentów jest to „wspaniała okazja”, by „otworzyć oczy” i lepiej zrozumieć Europę, a następnie spojrzeć na własny kraj i własną sytuację z szerszej perspektywy.
Część ludzkiej historii
We współczesnym świecie, w którym migranci i uchodźcy stali się przedmiotem politycznych sporów, a ich twarze i historie sprowadza się do liczb i statystyk, profesor von Güttner podkreślił, że dążenie do lepszego życia, wolnego od prześladowań i przemocy, „jest nieodłączną częścią ludzkiej historii”.
Obóz w Latinie już dawno został zamknięty, a reżimy sowieckie odeszły do przeszłości. Potrzeba przyjmowania przybyszów i niesienia pomocy migrantom pozostaje jednak ważną nicią w splocie ludzkiej wspólnoty.
Profesor zdaje sobie zarazem sprawę, że dzisiejszy świat jest inny – bardziej złożony. Nie istnieje już tak wyraźny podział na „dobro i zło”. Dawniej, jak wyjaśnił, „łatwo było postrzegać świat w kategoriach dwóch przeciwstawnych obozów” – Wschodu i Zachodu, Związku Radzieckiego i liberalnych demokracji.
Dziś nasze ekrany nieustannie wypełniają obrazy migrantów i ich historie: widzimy je w mediach społecznościowych, na ekranach komputerów i w telewizji. Mimo to łatwo je zignorować.
„Jesteśmy przesyceni przekazami o ludzkich potrzebach, a to bardzo często tworzy warunki, w których niektórzy mogą odczuwać mniejszą życzliwość wobec innych” – zauważył profesor von Güttner.
Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo. I dlatego pamięć o obozie dla uchodźców w Latinie pozostaje tak ważna, niemal 70 lat po jego otwarciu.
Jak wyjaśnił profesor, obchody 70. rocznicy historii obozu, przypadającej w 2027 roku, pozwolą podkreślić „dobroć ludzi, którzy go założyli… Jednocześnie przypominają nam, że dzisiejsze czasy być może wcale nie są tak odległe od dni, które spędziliśmy [w obozie]”.
