Ecclesium - Prayer Book

Liban: salezjanie przyjmują uciekające rodziny

 
Udostępnij

W związku z eskalacją wojny na Bliskim Wschodzie salezjanie tymczasowo przekształcili swoje zamknięte szkoły w ośrodki dla cywilów wysiedlonych w wyniku bombardowań w Libanie. Wspólnoty salezjańskie zapewniły, że nadal będą pomagać osobom dotkniętym kryzysem.

Czytaj wszystko

 

Dilan Adamat, założyciel stowarzyszenia The Return i mieszkaniec Irbilu, miasta położonego w Kurdystanie w północnym Iraku, wyjaśnia w rozmowie z Vatican News znaczenie, jakie dla irackiej społeczności chrześcijańskiej mają niedawne ataki w regionie. „Konsekwencje będą straszne, ponieważ stracimy jedną z pierwszych wspólnot chrześcijańskich na świecie; wspólnotę, która wciąż mówi językiem aramejskim” – ostrzega.

Joseph Tulloch – Watykan

Iracki Kurdystan znajduje się w samym środku konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem, mimo że nie jest bezpośrednio w niego zaangażowany. Jest jednak celem ataków, ponieważ na jego terytorium przecinają się interesy obu stron.

Dilan Adamat, należący do chrześcijańskiej społeczności mówiącej po aramejsku, rozmawia z mediami watykańskimi o konflikcie i bombardowaniach, których doświadczył, przebywając w Ankawie, chrześcijańskiej dzielnicy Irbilu, gdzie się urodził. Choć wychował się i dorastał we Francji, postanowił wrócić do swojego kraju, aby założyć organizację non-profit The Return, która wspiera irackich chrześcijan z diaspory, pragnących powrócić na ziemie przodków.

Obawy irackich chrześcijan

Zaledwie kilka dni temu siły irańskie rozpoczęły operację przeciwko grupom kurdyjskim w półautonomicznym regionie irackiego Kurdystanu. W środę wieczorem pociski trafiły w budynki należące do Kościoła chaldejskiego w Irbilu. Lokalna archidiecezja poinformowała, że był to najprawdopodobniej atak dronów, który na szczęście nie spowodował ofiar.

Jak wyjaśnia Adamat, w przeciwieństwie do wcześniejszych konfliktów, takich jak walka z Państwem Islamskim, dziś nie istnieje „wyraźna linia frontu ani miejsce, gdzie można się schronić”. Zdarzenia mają charakter „przypadkowy”, a mieszkańcy się boją, ponieważ „rakiety mogą spaść wszędzie, zwłaszcza tutaj w Ankawie, która jest obecnie największą chrześcijańską dzielnicą w Iraku, a prawdopodobnie także jedną z największych na całym Bliskim Wschodzie. Znajduje się ona zaledwie kilkaset metrów od amerykańskiej bazy wojskowej przy międzynarodowym lotnisku w Irbilu”.

Wciągnięci w „nie swoją wojnę”

Mieszkańcy, kontynuuje iracki działacz, są przyzwyczajeni do kryzysów i wojen. Najgorsze sytuacje miały miejsce podczas konfliktu w 2003 r., wojny z 1991 r. oraz w czasie wojny domowej (w latach 2006–2008). Dlatego „wiedzą, jak się przystosować, jak żyć bez prądu, gdy go brakuje. Życie toczy się dalej. Mieszkańcy, choć oczywiście nie są szczęśliwi z powodu tego, co się dzieje, są spokojniejsi niż można by przypuszczać. Widać ludzi idących do pracy, do supermarketów, do restauracji. Trwamy w oczekiwaniu na kolejne kroki, na to, co wydarzy się w najbliższych dniach lub tygodniach. To nie jest nasza wojna, ale mimo to jesteśmy w nią wciągnięci, jesteśmy celem obu stron, ponieważ na naszym terytorium przeplatają się interesy obu stron” – relacjonuje.

Iracki Kurdystan, właśnie ze względu na swoją różnorodność etniczną i religijną, znajduje się w centrum konfliktu. Adamat tłumaczy to również obecnością „niektórych grup irańskich Kurdów, którzy znajdują się tutaj, ponieważ nie mogą działać z terytorium Iranu. Ich siedziba znajduje się zaledwie godzinę drogi od Irbilu: mają biura, obozy i rodziny, a niedawno zostali zaatakowani przez Iran rakietami. My w pewien sposób jesteśmy w to wciągnięci” – dodaje.

Chrześcijanie utracili 90 proc. populacji

Największą obawą Adamata, podobnie jak lokalnej społeczności, jest to, że chrześcijanie „zaczną się poddawać”. „Żadna z tych wojen, ani wojna między Iranem a Irakiem, ani wojna o Kuwejt, ani wojna z 2003 r. czy walka z Państwem Islamskim – nie była naszą wojną. Wszystkie są motywowane sprawami, które nie mają nic wspólnego z irackimi chrześcijanami. A jednak w ciągu ostatnich 25 lat straciliśmy 90 proc. naszej populacji. Ci, którzy tu pozostali, nie mają już wiele nadziei” – mówi.

Dla niego, który mieszka w Iraku od siedmiu lat, jasne jest, że chrześcijanie żyją dziś w rezygnacji i oczekiwaniu na kolejny konflikt, który ich dotknie. „Moim największym strachem – podsumowuje – jest to, że zaczniemy tracić nadzieję. W rzeczywistości już się to dzieje. Konsekwencje będą straszne, ponieważ stracimy jedną z najstarszych wspólnot chrześcijańskich na świecie, wspólnotę, która wciąż mówi językiem aramejskim. Teraz w kraju zostało nas tylko 130 tys. na 46 mln mieszkańców. Ten konflikt tylko zwiększy emigrację i ryzyko zniknięcia irackiej społeczności chrześcijańskiej”.

 

Dane
Konto Parafii

ING Bank Śląski o/Tychy

43-100 Tychy Aleja Niepodległości 106

na potrzeby parafii:
66 1050 1399 1000 0022 1531 2832

na budowę kościoła:
94 1050 1399 1000 0090 8102 4805

na posadzkę do kościoła:
55 1050 1070 1000 0090 8608 2824

Informacje
Numer konta walutowego (EURO):

Zakon Braci Mniejszych (Franciszkanów)

Dom Zakonny w Tychach

Paprocańska 90

43-100 Tychy

ING Bank Śląski: INGBPLPW 46 1050 1399 1000 0023 2464 4026