Urządzenie umożliwiające przeprowadzanie wysokiej jakości wizyt lekarskich na odległość zostało przekazane Papieżowi Leonowi XIV. Sprzęt telemedyczny TELADOC LITE ma wspierać globalną sieć opieki medycznej dla dzieci w regionach, gdzie dostęp do leczenia jest ograniczony.
To pytanie brzmi jak temat filozoficznej debaty, dopóki historia nie nada mu konkretnego, bolesnego wymiaru. Latem 1943 roku w okupowanym Nowogródku cena ta została zapłacona krwią i modlitwą niewinnych kobiet – sióstr nazaretanek, które oddały własne życie, by uratować 120 mieszkańców miasta. Mija 26 lat od ich beatyfikacji.
W lipcu 1943 roku Niemcy aresztowali około 120 mieszkańców miasta. W większości ojców, często jedynych żywicieli swoich rodzin. W realiach hitlerowskiej okupacji taki krok oznaczał niemal pewną śmierć. Egzekucje były wówczas codziennym narzędziem terroru. W mieście panowało przekonanie, że wyrok zapadnie lada chwila.
Modlitwa za braci
Z relacji świadków wynika, że w klasztorze Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu zamiast odgłosów ucieczki słychać było gorącą modlitwę.
Siostry nie szukały ratunku dla siebie. Prosiły Boga, by to one mogły ponieść ofiarę zamiast aresztowanych. Znały zatrzymanych i ich rodziny. Wolały oddać własne życie, niż pozwolić, by zginęli oni.
Nie był to gest rozpaczy ani emocjonalny odruch. Była to świadoma, dojrzała decyzja. Odpowiedź na Ewangelię, zakorzeniona w głębokiej wierze.
Ich motywacja była jednoznaczna: miłość Boga i miłość bliźniego stanowiły dla nich jedność. Uznały, że nie można kochać Boga i pozostać obojętnym wobec zagrożonego człowieka. Nie można deklarować wiary i uchylać się od odpowiedzialności. Przykazanie miłości nie było dla nich formułą. Było zobowiązaniem, które wypełniły.
1 sierpnia 1943 roku jedenaście sióstr nazaretanek zostało wywiezionych do lasu pod Nowogródkiem i rozstrzelanych. Zginęły razem, pogrążone w modlitwie. Ich śmierć potwierdzają świadectwa, dokumenty oraz późniejszy proces beatyfikacyjny.
Po ich egzekucji aresztowani nie zostali straceni. Przeżyli wojnę i wrócili do rodzin. Dzieci nie straciły ojców. Domy nie zostały pozbawione oparcia.
Jedenaście za stu dwudziestu
Bilans był przerażająco prosty:
jedenaście istnień przerwanych, sto dwadzieścia ocalonych.
Kościół zna ich imiona i wymienia je z szacunkiem:
• s. Maria Stella (Adela Mardosewicz)
• s. Maria Imelda (Jadwiga Karolina Żak)
• s. Maria Rajmunda (Anna Kukołowicz)
• s. Maria Daniela (Eleonora Aniela Jóźwik)
• s. Maria Kanuta (Józefa Chrobot)
• s. Maria Sergia (Julia Rapiej)
• s. Maria Gwidona (Helena Cierpka)
• s. Maria Felicyta (Paulina Borowik)
• s. Maria Heliodora (Leokadia Matuszewska)
• s. Maria Boromea (Weronika Narmontowicz)
• s. Maria Kanizja (Eugenia Mackiewicz)
To były zwykłe kobiety. Zakonnice, które uczyły dzieci, pomagały chorym, znały strach i tęsknotę za życiem. Nie były postaciami z marmuru ani legendy. Były kruche jak każdy człowiek.
Tak jak my odczuwały ból i lęk. A jednak podjęły tę decyzję - świadomie.
Męczeństwo z miłości
5 marca 2000 roku św. Jan Paweł II ogłosił je błogosławionymi, uznając ich śmierć za męczeństwo z miłości.
W tym samym czasie, gdy w Auschwitz o. Maksymilian Kolbe oddał życie za człowieka, w Nowogródku jedenaście kobiet oddało je za wielu. Jego czyn stał się jednym z najbardziej znanych znaków chrześcijańskiego heroizmu. W okupowanym Nowogródku wspólnota kobiet odpowiedziała w tym samym duchu na dramat miasta.
Dziś, gdy wojna przestaje być abstrakcją, a ludzkie życie bywa sprowadzane do statystyki, ich historia nabiera szczególnej aktualności. Nie wzywa do szukania śmierci. Przeciwnie. Wzywa do szukania miłości do życia drugiego człowieka. Bardzo konkretnej, odpowiedzialnej ale i wymagającej.
Ta historia sprzed ponad osiemdziesięciu lat nie jest jedynie wzruszającym wspomnieniem.
Jest pytaniem postawionym nam - tu i teraz. Czy potrafimy kochać Boga i bliźniego naprawdę? Także wtedy, gdy cena może być najwyższa
